Strona główna zamku Czocha - kliknij jeśli nie widzisz linków po bokach

ZAMEK CZOCHA
LEGENDY


Zamek Czocha to jeden z najbardziej obrośniętych w legendy zamków w Polsce.

Jęk żałobników

Już na moście prowadzącym do zamku spotykamy pierwsze duchy snujące opowieść o tragedii, związanej z tym mostem.
W 1719 r. zmarł jeden z mieszkańców zamku. Po uroczystościach pogrzebowych, ruszyła żałobna procesja z ciałem zmarłego na pobliski cmentarz. Kiedy kondukt pogrzebowy wszedł na drewniany most, konstrukcja runęła a część żałobników spadła w dół, rozbijając się o skały.
Po tej tragedii wybudowano solidny, szeroki most kamienny, ale do dziś wchodzących do zamku witają jękiem duchy nieszczęsnych żałobników.

Studnia niewiernych żon

Jest w zamku Czocha studnia całe wieki już nie używana. Opowiadają, że czasami o północy słychać wydobywające się z jej wnętrza ciche westchnienia, kobiecy płacz a nawet wzywanie o pomoc. To zgodnie z legendami głosy niewiernych żon panów tego zamku skazanych na wieczne męki.
Podobno kiedyś jeden z panów na zamku niespodziewanie powrócił po prawie rocznym pobycie za granicą do swych włości. Powitała go służba zamkowa i dzieci, żony jednak wśród nich nie było. Udał się zatem do jej komnaty i zastał ją spoczywającą w łożu pod przykryciem ze skór niedźwiedzich. Jako, że wyglądała na ciężko chorą począł rozpytywać służbę, jak to się stało, jak długo to trwa i czy medyk już został wezwany. Wtedy jedna z dziewek służebnych rzekła mu, iż żona zaniemogła na wieść o jego powrocie a jej dolegliwości świadczą o tym, że jego żona jest brzemienna. Na wieść o tym pobladł pan a fala złości zalała jego serce. Wpadł do komnaty żony i zerwał z niej skóry, którymi była okryta a wzrok jego padł na zniekształcony ciążą brzuch. Oszalały z wściekłości złapał ją za włosy, wyciągnął na dziedziniec i doprowadził do studni, każąc jej skoczyć.
Ponieważ nie wykonała polecenia, po krótkiej szamotaninie - sam wepchnął ją do wody. Stał potem przez chwilę jeszcze nasłuchując odgłosów wydobywających się z wnętrza studni. Następnie spokojnym tonem nakazał pachołkowi, aby przygotował konia i tego samego dnia opuścił zamek. Dopiero na drugi dzień wydobyto zwłoki pani zamku i od tego czasu, ilekroć ktoś nocą nachylał się nad studnią i patrzył w lustro wody, dały się stamtąd słyszeć kobiece głosy.

Niespełna dwadzieścia lat później kolejny pan na zamku Czocha w podobny sposób uśmiercił swą małżonkę, gdy przyłapał ją z własnym woźnicą.

Po raz trzeci studnia posłużyła jako miejsce kary dla niewiernej małżonki na krótko przed pożarem zamku w 1792 roku.
Jeden z właścicieli zamku Joachim von Nostitz pojął za żonę piękną Ulrikę. Młoda para była w sobie rozkochana i wydawało się, że nic nie zakłóci małżeńskiej idylli. Wybuchła jednak wojna i Joachim musiał opuścić swoją ukochaną. Gdy zawierucha wojenna nieco ustała, po rocznej nieobecności wrócił stęskniony do domu i wielkie było jego zdziwienie, gdy się okazało że Ulrika spodziewa się dziecka, którego on ojcem w żaden sposób nie mógł być.
Gdy Ulrika powiła dziecko, kazał nowo narodzone niemowlę żywcem zamurować w kominku w sieni, a swoją wiarołomną żonę wepchnął do studni na zamkowym dziedzińcu. Czasem ponoć słychać kwilenie dochodzące z kominka, to duch zamordowanego niewinnego niemowlęcia... i słychać też czasem lament jego matki, dochodzący z dna studni.

Chciwa Anna i małżeńskie łoże

Na pierwszym piętrze zamku Czocha mieści się sypialnia Gütschowów z zabytkowym łożem z baldachimem. Za sprawą tego sprytnie skonstruowanego (łoże to ma przycisk, który w razie użycia uruchamia zapadnię) małżeńskiego łoża niejedna połowica straciła życie.
Najbardziej znana jest legenda o nieszczęśliwej Annie, która jest jakoby duchem tego miejsca, okrutnie ukaranej za chciwość. Piękna Anna spodobała się podstarzałemu, ale bogatemu właścicielowi zamku i dla jego bogactw wyszła za niego za mąż. Niestety w noc poślubną nie udało się jej ukryć wstrętu, a odepchnięty małżonek okrutnie się za to zemścił. Uruchomił dźwignię koło łoża małżeńskiego i część łóżka, na której spoczywała jego małżonka zapadła się, strącając kobietę do lochu – wprost w nurt Kwisy.

Sławetne łoże z opowieści można do dziś oglądać w zamkowej komnacie warowni w Leśnej. Jej tajemnicę - zamurowany loch, prowadzący do piwnic - odkryto podczas remontu. Według innej legendy jeden z właścicieli zamku wykorzystywał go, aby zaraz po nocy poślubnej pozbywać się kolejnych żon...

Gertruda i husyci  (Biała Dama)

Na zamku pojawia się duch jeszcze jednej kobiety – Gertrudy. To Biała Dama zamku Czocha.
Jej historia sięga czasów wojen husyckich. Gertruda weszła w zatarg z bratem. Chcąc się na nim zemścić sprowadziła na zamek husytów i wydała go w ich ręce, otrzymując za zdradę mieszek złota. Gdy zamek został odbity, zdrajczynię Gertrudę ścięto na placu zamkowym...
Dziś jej duch nie może zaznać spokoju i błąka się po warowni. Legenda mówi, że nie chcieli jej nawet w piekle, dlatego też jej duch błąka się w zaświatach i Biała Dama pojawia się o północy w setną rocznicę śmierci własnego brata (wedle innej co rok) i rozrzuca judaszowe monety, za które niegdyś go sprzedała. Mówią też, że brat ów w chwili śmierci przeklął ja i dlatego dusza jej tak długo zamku opuścić nie może, aż ktoś klątwę z niej zdejmie.

Zjawę widywano w latach 1531 i 1631, siedząca nad skarbem złożonym ze złotych monet i naczyń w towarzystwie olbrzymiego psa, broniącego dostępu każdemu, kto chciał się do niej zbliżyć. Pies ten nie jest rzekomo groźny dla osób urodzonych w niedzielę i tylko tacy mogą próbować jej pomóc. Wielu próbowało tego dokonać lecz nie kierowała nimi chęć uwolnienia pokutującej duszy a tylko apetyt na jej skarby.
Któregoś roku dwaj młodzi rzemieślnicy z Leśnej wybrali się do zamku, lecz nawet tam nie dotarli. Otuliła ich gęsta mgła pełna tajemniczych cieni i postaci, które chciały obu młodzieńców pochwycić i uśmiercić. Przez mgłę widzieli już nawet stojąca szubienicę. Zdołali jednak z wielkim strachem umknąć w kierunku Leśnej. Przed pierwszymi budynkami zauważyli, że ich śladem podąża olbrzymi czarny kot. Im bardziej zbliżali się jednak do miasta, kot stawał się coraz mniejszy i doszedł do normalnej wielkości, gdy zdyszani wpadli do swej izby. Kot wszedł za nimi. Usiadł bez ruchu w kącie izby i bez przerwy wpatrywał się swymi nienaturalnej wielkości oczyma w twarze wystraszonych nocną przygodą młodzieńców. Bojąc się usnąć, by kocur nie zaatakował ich we śnie, czuwali na zmianę przez kilka dni, aż któregoś popołudnia kot poszedł za przejeżdżającą kobietą z Czech, o której opowiadano, że para się czarami.
Prób wyzwolenia duszy błądzącej po zamku Białej Damy było rzekomo jeszcze kilka. Ostatnią z nich podjęli po wojnach napoleońskich jacyś młodzi ludzie z okolicznych wiosek. Nie wiadomo, co ich w zamku spotkało, ale opowiadają, że powrócili do swych chat bardzo wystraszeni. Żaden z nich nie chciał powiedzieć, co widział tej nocy a wszyscy w następnym roku zmarli, zabierając tajemnicę owej wyprawy do grobu.

Piękna kasztelanka Barbara

Kasztelanem na zamku Czocha był kiedyś rycerz Klüx, który słynął z odwagi i mądrości a także z córki, której uroda jaśniała niczym zorza polarna, a serce otwierało się dla każdego, kogo dotknęła bieda. Były to czasy wojen husyckich. Nad zamkiem Czocha zawisła realna groźba ataku ze strony wroga. Wtedy Barbara, bo tak było na imię pięknej kasztelance, postanowiła opuścić niebezpieczne miejsce i udać się tam, gdzie nic jej nie będzie groziło, do zamku Gryf, gdzie starostą grodowym był jej narzeczony Egbert von Kassel.
Barbara wyruszyła więc w podróż w asyście kilku najbliższych służących. Kiedy wojska husyckie znienacka zaatakowały musiała naprędce schronić się w Gryfowie, który nie był odpowiednio przygotowany do obrony. Brakowało przede wszystkim żywności, zwłaszcza, że okoliczna ludność schroniła się za murami miejskimi w obawie o własne życie. Wysyłano, więc liczne sygnały do zamku Gryf z prośbą pomoc.
Wkrótce na odsiecz przybył oddział wojska dowodzony przez rycerza Gotsche Schoffa i kasztelana Klüxa. Pod ich naporem wróg ustąpił wycofując się na teren pobliskich Czech. Zanim walka dobiegła końca komendant gryfowskiej strażnicy wyprowadził Barbarę tajemnym przejściem i bezpiecznie doprowadził do zamku Gryf. Tu też dotarła do niej wiadomość o śmierci ojca, który poległ podczas działań wojennych. Kiedy minął okres żałoby Barbara poślubiła swego ukochanego Egberta i żyli długo i szczęśliwie.

Zamkowy skarb

W 1910 roku zamek Czocha przeszedł w ręce niebywale bogatego przedsiębiorcy z Drezna-Ernesta Gutschowa, który odkupił podupadający obiekt z rąk Bolka von Uchtritz. Nie dość, że błyskawicznie, za sumę 4 milionów marek, odbudował obiekt, to był jeszcze na dokładkę prawdziwym koneserem dzieł sztuki. Zgromadził imponujący księgozbiór, w tym starodruki i białe kruki, zbiór bezcennych ikon, obrazów, porcelany, szkła, kryształów, ceramiki, zastawy stołowej oraz kolekcje broni z różnych wieków. Miał on mieć dość silne związki z rosyjską arystokracją. Dzięki czemu jego kolekcjonerska pasja mogła się realizować, drogą gromadzenia ikon oraz carskiego majątku. Podejrzewa się, iż posiadał nawet insygnia koronacyjne carów Rosji-Romanowów.
Część zbiorów Gutschowa została po wojnie rozkradziona, lecz prawdopodobnie większość kolekcji wciąż pozostaje w ukryciu. Cytuje się zdanie, jakie ostatni właściciel zamku miał powiedzieć swemu służącemu:
"Ktokolwiek tu przyjdzie, Rosjanie, czy Polacy, wydajcie im z zamku to, co będą chcieli. Gdyby nawet wywieźli stąd wszystko, tu i tak zostanie dużo więcej".

Do dziś niektórzy badacze starają się odkryć, co stało się z tym skarbem (jeśli w ogóle istniał) a spekulacje o jego domniemanych losach nie milkną z czasem lecz wręcz przybierają na sile.